Karmienie piersią… inaczej

Karmienie piersią… inaczej



Chociaż ja nazwałabym to raczej karmieniem piersią: trudniej, upierdliwiej, czasochłonniej, niewdzieczniej… Bo to naprawdę ciężki kawałek chleba. Żeby KPI było skuteczne i trwało jak najdłużej należy odciągać co najmniej osiem razy na dobę, po 15 minut na każą pierś, co daje nam 4 bite godziny dziennie (chyba, że dysponujemy laktatorem podwójnym, to możemy skrócić ten czas o połowę), a do tego trzeba doliczyć także czas na mycie, wyparzanie, pakowanie, mrożenie, rozmrażanie i… zajmowanie się dzieckiem. Brzmi jak szaleństwo, prawda? Ale kiedy zgodzimy się co tego, że mleko matki jest niezaprzeczalnie najlepsze dla dziecka, to szybciutko zdamy sobie sprawę z tego, że WARTO. Warto poświęcić każdą minutę, gwarantuję. Choć na początku radziłabym każdej mamie, by tę energię, którą mają dziś, włożyły raczej w to, by zrobić absolutnie wszystko, co tylko możliwe, by przejść na samą pierś, bo to jest po prostu wygodniejsze. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że są sytuacje, w których karmienie piersią jest niemożliwe i dlatego odpowiednie wsparcie w kwestii KPI jest w takich sytuacjach kluczowe. 

Na początek kilka fun faktów:
  • Piersi wiedzą, że opróżnia je maszyna, a nie dziecko, dlatego regularność i dokładne trzymanie się godzin odciągania jest kluczowe dla powodzenia karmienia piersią inaczej. Nawet jednorazowa przerwa w odciąganiu, dłuższa niż 4 godziny, może skutkować spadkiem ilości mleka w kolejnych dniach.
  • Przez pierwsze tygodnie po porodzie laktacją kierują hormony. Mleka jest dużo, mogą pojawić się bolesne zastoje i zapalenia, ale wtedy NIE NALEŻY zmniejszać ilości odciągań w ciągu doby, ani wydłużać przerw. Może się okazać, że po stabilizacji laktacji ilość mleka zacznie drastycznie spadać. Dlatego pierwsze tygodnie są kluczowe i im częściej odciągamy, tym lepiej.
  • Lepiej odciągać częściej, a krócej. Zmniejszenie ilości odciągań na rzecz dłuższych sesji, może spowodować że z czasem, sesje będą musiały stale ulegać wydłużeniu, by zebrać odpowiednią ilość pokarmu. Natomiast częstsze przystawianie laktatora do piersi będzie informacją dla organizmu, że mleka jest za mało i trzeba produkować go więcej.
  • Kobieta kobiecie nie równa. To, że czyjeś piersi produkują zadowalającą ilość pokarmu, przy odciąganiu cztery razy na dobę, to wcale nie oznacza, że u Ciebie będzie tak samo. Myślę, że nie warto ryzykować. 
  • Właściwie w każdej chwili możesz zwiększyć ilość mleka, ale po stabilizacji jest to znacznie trudniejsze. Dlatego im więcej pracy włożysz w odciąganie przez pierwsze tygodnie, tym łatwiej będzie Ci później.

Uniwersalne rady dla każdej początkującej mamy, karmiącej piersią inaczej

  • Udaj się na wizytę do Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego (ich listę znajdziesz tu). Jeśli nie uda się mu pomóc w kwestii przejścia na pierś, to z całą pewnością doradzi Wam, co robić, by odciąganego mleka było jak najwięcej.
  • Kup laktator na dwie piersi (ja mam ten). To najlepsza inwestycja, jaką możesz sobie zafundować, bo dzięki niej znacznie ograniczysz czas sesji, a jak się pewnie szybko przekonasz - w KPI czas to to, czego najbardziej będzie Ci brakować ;).
  • Odciągaj co najmniej osiem razy na dobę, po 15 minut na jedną pierś. Chociaż przez pierwsze tygodnie radzę odciąć co 2 godziny w ciągu dnia, a w nocy co 3 godziny. Gwarantuje, że przyniesie to najlepsze rezultaty.
    • Odciąganie laktatorem pojedynczym: są dwie metody, albo: 775533, czyli odciągamy na zmianę - jedna pierś 7 minut, druga 7 minut, jedna 5 minut, druga 5 minut i tak dalej; albo: PÓŁ NA PÓŁ, czyli 15 minut jedna pierś i 15 minut druga pierś. To, która metoda najlepiej sprawdzi się u Ciebie, to okaże się w praniu. Ja odciągałam przez pierwsze 3 miesiące metodą 775533 :).
    • Odciąganie laktatorem podwójnym: przystawiamy laktator do obu piersi i odciągamy przez 15 minut. Dla mnie przejście na podwójny laktator było najlepszą decyzją ever.
  • Jeśli prześpisz sesję, nie czekaj kolejną! Odciągnij natychmiast, a później idź już zgodnie z harmonogramem. 
  • Postaraj się zsynchronizować karmienie z odciąganiem. O ile to w ogóle możliwe, bo zdaję sobie sprawę z tego, że są różne dzieci, ale u mnie ta metoda się sprawdziła. Układałam sobie Floriana przed sobą, na poduszce klinie, sama podłączałam się do laktatora, jedną ręką podtrzymując butelki (lub podkładając pod nie poduszkę), a drugą karmiłam syna. 
  • Raz dziennie stosuj tzw. "power pumping", a co to takiego, można przeczytać TU.
  • Nie poddawaj się! W KPI będą przychodziły wzloty i upadki. Raz będziesz mieć więcej mleka, raz mniej. Nie rezygnuj, nie zniechęcaj się. W pewnym momencie odciąganie stanie się dla Ciebie tak bliskie, że trudno będzie Ci się z nim rozstać :). 

Jak przechowywać mleko?

Poniżej zdjęcie z aktualnymi zaleceniami dotyczącymi przechowywania mleka kobiecego. Od siebie dodam tylko, że mleko z kilku odciągnięć można łączyć! Mnie w szpitalu probowano wmówić, że jest inaczej, a to kompletna bzdura. Można, tylko należy pamiętać, żeby porcje te były jednakowej temperatury :). 





I choć to całe KPI wygląda strasznie i przerażająco, to gwarantuje, że dasz radę! Że jeśli idzie o zdrowie Twojego dziecka, to zrobisz wszystko, by dać mu to co najlepsze i ja w Ciebie wierzę!


U mnie, po pięciu miesiącach odciągania udało się przejść na pierś. Przez kolejne trzy miesiące jednak wciąż leciałam na dwa fronty - piersi i laktatorze, bojąc się, że „coś” złego jeszcze się może wydarzyć. Zgromadziłam w ten sposób chyba ze 300 zamrożonych woreczków z mlekiem i nawet jeśli teraz będę miała je wyrzucić, to wiecie co? BYŁO WARTO.

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące karmienia piersią inaczej, to śmiało! :) 
Rodzicu, naucz swoje dziecko tolerancji!

Rodzicu, naucz swoje dziecko tolerancji!


Dzieci nie rodzą się chrześcijanami, feministami, fanami różowego, miłośnikami rajdów samochodowych, zwolennikami konkretnych partii politycznych. Tego wszystkiego uczą się, żyjąc w społeczeństwie, kształtując swoją własną i unikatową tożsamość. 

A teraz pomyśl, ile jest różnych wierzeń, poglądów, wartości, zamiłowań, orientacji (…) na świecie. Dlaczego uważasz, że tylko te Twoje są jedyne, słuszne i najważniejsze? Pokaż swojemu dziecku jak różnorodny jest świat, jak wiele ciekawych rzeczy możemy nauczyć się od innych i naucz szacunku do odmienności. Weź na siebie odpowiedzialność za to, żeby:

Jaś nie był wyśmiewany za noszenie rajtuz, Kasia nie była wytykana palcami za bawienie się klockami, Amir nie był wykluczony za swoje pochodzenie, Amelka nie miała problemów przez to, że nie chodzi na religię, Krzysia nie spotykały nieprzyjemności za to, że siusia na siedząco, wspaniała Pani przedszkolanka mogła pracować w zawodzie, bez względu na to, czy spotyka się z mężczyzną, czy kobietą i wreszcie, żeby Pan przedszkolanek mógł nim być, tak po prostu. 

I przestańmy mówić, że „dzieci są brutalne”. Gówno prawda, to nie one są brutalne. To ich rodzice, pełni uprzedzeń i nienawiści są głupi, próbując narzucać innym swoje spojrzenie na świat, sądząc, że ten byłby piękniejszy, gdyby każdy myślał, tak jak oni. A to przecież właśnie różnorodność sprawia, że mamy o czym rozmawiać, czym się dzielić, po co podróżować. 


Więc Rodzicu! Naucz swoje dziecko tolerancji i żyjmy wszyscy razem, w zgodzie. Bez względu na to, jacy jesteśmy i jakie poglądy wyznajemy.
#instawcześniak i co dalej?

#instawcześniak i co dalej?

Bo korci mnie pisanie, bo kręcicie mi dziurę w brzuchu, bo tak wiele mam Wam do powiedzenia, bo tak mało w Internecie wiedzy o wcześniakach z pierwszej ręki, bo tak wiele pytań mi zadajecie, bo... naprawdę lubię to robić.

Dlatego wracam, pod zmienioną nazwą, która - jak mam nadzieję - rozprzestrzeni się w Internecie jako kolejna akcja społeczna.

Wiecie, że kiedy zostajemy rodzicami wcześniaka, to mamy poczucie, że to spotyka TYLKO nas? Że los z nas zakpił i mamy tak strasznie przesrane, podczas gdy WSZYSCY inni cieszą się zdrowymi maluchami urodzonymi o czasie? Że zupełnie NIKT nas nie zrozumie, bo MAŁO kto boryka się z taką trudną sytuacją? Dlatego ja mówię - KONIEC TEGO!

Pokażmy tym, którzy zaczynają dopiero swoją trudną i pełną zakrętów przygodę ze wcześniactwem, jak wiele nas jest. Jak dużo wsparcia mogą otrzymać od obcych ludzi z Internetu. Jak wiele różnych historii, dramatów ludzkich, ale także happy endów możemy spotkać tu. Tu, gdzie i tak codziennie wchodzimy.

Udostępnij na swoim Instagramie zdjęcie swojego malucha, otaguj je hasztagiem

#instawcześniak

oznacz mnie, bym mogła pokazać Was światu, napisz kilka słów o Was i daj wsparcie innym. Odwdzięcz się za całą dobroć, którą otrzymałaś wtedy, kiedy to Ty byłaś w dołku.

Pokażmy, że mamy moc!



FLORIAN

Waga: 730g
Wzrost: 35 cm
Apgar - 3/6/7/7
Respirator - 2 dni
CPAP - 30 dni
Tlen - 15 dni
Przetoczenia krwi - 3
Punkcje lędźwiowe - 3
Infekcje - niezliczona ilość
Badania wzroku - 6
Badania słuchu - 2
Wizyty u specjalistów - 18
Dni w szpitalu - 75
Dysplazja oskrzelowo płucna
Asymetria ułożeniowa
Niedomknięty Botall po urodzeniu
Drobne przecieki i niedomykania zastawek w sercu


Nie dawali mu wielkich szans, a dziś? Dziś jest z nami - cały i zdrowy <3



A jaka jest Wasza historia?
Tata Floriana

Tata Floriana

Odkąd urodziłam Floriana, cały świat zaczął się kręcić wokół niego i mnie. Wszyscy pytali jak się czujemy, jak sobie radzimy. Podziwiali mnie za siłę, odwagę, determinację. W kółko słyszało się tylko o dzielnym Małym Wojowniku i jego wspaniałej mamie. Każdy trzymał kciuki za nas - za mnie i Floriana. Życzono nam siły i pogody ducha. To wszystko było i jest wspaniałe i codziennie dodaje mi skrzydeł i każe wierzyć w to, że być może naprawdę jeszcze będzie dobrze. Ale... gdzie w tym wszystkim jest Tata Floriana? Dlaczego wszyscy o nim zapomnieli? Dlaczego jemu nikt niczego nie życzył, ani nie podziwiał? Teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, to uświadamiam sobie, że tak naprawdę to on odwalił kawał dobrej roboty i bez niego, to nic nie byłoby takie samo. 

Pierwszą osobą, dzięki której nie rozpadłam się na miliony kawałeczków był właśnie On. Powtarzał mi w kółko, że tyle razem przeżyliśmy, przetrwaliśmy największe burze, więc i z tym sobie poradzimy, bo jesteśmy razem. Uświadamiał mi, że nigdy nie będę sama, że przejdziemy przez to całe gówno trzymając się za ręce. Wyobraźcie sobie, że jemu też zawalił się świat, on też cholernie bał się przyszłości, a mimo wszystko, znalazł w sobie tyle siły, by jeszcze podzielić się nią ze mną. Ani na chwile nie mógł usiąść, schować twarzy w dłonie i zapłakać, bo wiedział, że to by mnie zniszczyło, a czuł się w obowiązku, by mnie wspierać za wszelką cenę. Był i jest cholernie dzielny! Dzielniejszy niż ja, uwierzcie mi. Gdyby nie On, dużo trudniej byłoby mi się uporać z tą całą sytuacją. Codziennie widziałam w nim tę pewność, że wszystko jeszcze będzie dobrze i jeszcze będziemy szczęśliwi. Wiedziałam, że nawet jeśli cały świat się zawali, to mam jedną pewność w życiu - Jego. 

Wiecie, nie każdy ma tyle szczęścia, żeby móc takie trudne sytuacje w życiu przechodzić we dwójkę. Nawet na szpitalnym oddziale cześciej widzimy rodziców osobno, niż razem. Nie wnikam w to, z jakiego powodu, ale współczuję im. Bo sama doceniam każdą chwilę, którą we trójkę razem spędzamy. Uwielbiam nawet nasze codzienne trasy do szpitala, bo jest to czas, który w pełni możemy dla siebie poświecić. Cieszę się, że mam takiego męża i jeszcze bardziej cieszę się, że mam takiego syna, który siłę i determinację odziedziczył, z pewnością nie po mnie, a właśnie po nim. 

W przyszłym roku stuknie nam 10 lat razem i naprawdę nie mam pojęcia, jak ja mogłam kiedykolwiek żyć bez niego. 


Strach przed radością

Strach przed radością

Towarzyszy mi każdego dnia. Boję się pozwolić sobie na chwilę radości, z obawy przed tym, że już jutro wszystko może się odwrócić. Dziś coś idzie ku dobremu, waga wzrasta jak szalona, tlen jest coraz mniej potrzebny, butelka coraz częściej w użyciu. A jutro? Jutro nagle cała ta radość pryska jak bańka mydlana. A ja złoszczę się na siebie, że dałam sobie prawo do wiary w to, że już wszystko będzie dobrze. Mało tego! Czuję zawód w stosunku do tej małej istotki, bo moja roszczeniowa psychika szuka winnego. Wkurzam się na lekarzy i położne, bo może to trochę ich wina, bo może za wcześnie awansowali Floriana na kolejne etapy. A później zatrzymuję się na chwilę, dopuszczam do głosu moje racjonalne myślenie i jedyne do czego dochodzę to fakt, że w tej całej chorej sytuacji nie ma wcale miejsca na racjonalność. Tu wszystko toczy się własnym rytmem, nie ma żadnej prawidłowości, na nic nie można liczyć, ani niczego być pewnym. W takiej sytuacji nie trudno o utratę zmysłów. Nagle uświadamiasz sobie, że te wszystkie gadki o tym, że jesteś kowalem własnego losu, że jeśli czegoś bardzo chcesz, to możesz, to jest jedna wielka ściema. Życie przecież jeszcze nie raz zaśmieje Ci się twarz, udowadniając Ci, że gówno możesz i tak naprawdę to nad niczym ważnym nie masz kontroli. A wtedy cały Twój obraz świata i Twojej przyszłości idzie się pierdzielić, tracisz poczucie stabilizacji i naprawdę trudno jest z powrotem wrócić na odpowiednie tory. Żeby do reszty nie zwariować, Twoja psychika ucieka w wyszukane mechanizmy obronne, które przeważnie sprowadzają się do tego, by nie odczuwać i nie myśleć, tylko robić swoje, jak mały robocik. A kiedy musisz coś czuć, bo naprawdę wszystko idzie ku dobremu, to bezpieczniej jest myśleć o tym, co może pójść nie tak, nastawić się mimo wszystko, na ten najgorszy scenariusz, bo wtedy w tej całej gonitwie negatywnych uczuć, przynajmniej zawód nie będzie Ci towarzyszył. Nie masz oczekiwań, więc żadna informacja nie jest dla Ciebie bolesna - krótka piłka. 


Dlatego później, jeśli pewnego dnia wybuchasz, można by sądzić, bez powodu, to tak naprawdę powodów jest cała masa, skumulowanych przez ostatnie tygodnie, tylko skrzętne ukrywanych. Psychika w gruncie rzeczy odwala dla nas kawał dobrej roboty. Mimo, że zabiera nam codzienną radość, naprawdę można być jej wdzięcznym. Bo gdyby nie jej skomplikowane mechanizmy, być może dużo trudniej przyszłoby się nam z tym wszystkim uporać. 
List do mojego syna 12.08.2017

List do mojego syna 12.08.2017

Nie przyszedłeś na świat w sprzyjających, nam wszystkim, okolicznościach. Byłam sama, w tłumie lekarzy, podczas gdy powinien być przy mnie Twój tata. Spałam, gdy brałeś swój pierwszy oddech, a powinnam słyszeć Twój płacz. Zabrali Cię ode mnie, pozbawiając nas możliwości cieszenia się chwilą. Przez to wszystko, nie mogłam zapewnić Ci bezpieczeństwa, a musiałam pozwolić na wystawienie Cię na masę nieprzyjemnych bodźców. 

Bardzo się boję. Płaczę ze strachu, zamiast z radości. Czuję jak tracę grunt pod nogami. Moje życie właśnie się niszczy, wszystkie moje plany i marzenia umierają, nic nie jest tak jak być powinno. Złożony przez nas wózek być może nigdy nie poczuje Twojego ciepła, wybierany skrzętnie fotelik może nigdy nie dać Ci bezpieczeństwa podczas jazdy, może nigdy nie wyśpisz się w swoim pięknym łóżeczku, może całe życie, którego dla Ciebie chciałam, nigdy nie stanie się faktem. Co jeśli za chwile przyjdzie do mnie lekarz i przekaże złe informacje? Moje serce już i tak rozbite jest na miliony kawałeczków. Nie udźwignę więcej. Co jeśli okaże się, że Twoje życie to będzie ciągłe cierpienie? Czy serce matki zniesie taki widok? PRZECIEŻ TO NIE TAK MIAŁO BYĆ. Co się dzieje!? Czy to wszystko to prawda, czy tylko mi się śni? Ściska mi żołądek, łzy lecą ciurkiem, nie mogę oddychać. Każda myśl o Twojej przyszłości wywołuje we mnie panikę. Dotykam się po brzuchu, w którym już Cię nie ma i nie mogę zrozumieć, że ta kruszynka w inkubatorze to Ty. Dlaczego jesteś taki malutki? Dlaczego nie dałam Ci wszystkiego co najlepsze? Czy to przeze mnie nie urosłeś? Czy przeze mnie nie mogłeś tam dalej się rozwijać? Miliony pytań eksplodują w mojej głowie. Jestem zmęczona i czuję, że nie dam rady, że nie przeżyje następnego dnia. 

A później... później biorę Cię na ręce po raz pierwszy i już wiem, że nigdy Cię z nich nie wypuszczę. I choćbym siłę miała wydrzeć z samych najciemniejszych czeluści piekieł, to zrobię to! I będę walczyć o Ciebie jak lwica! I dam Ci wszystko, co tylko będę mogła! I zrobię dla Ciebie wszystko... 


Bo kocham Cię nad życie! I choć miłość ta rodziła się w bólach i cierpieniu, to dzięki temu jestem pewna, że przetrwa wszystko. A Ty, choćby nie wiem co, będziesz szczęśliwy. Obiecuję. 
Rozłożyłaś nogi, to teraz stój!

Rozłożyłaś nogi, to teraz stój!

(Wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś mógł w ogóle tak pomyśleć, a co dopiero napisać pod własnym nazwiskiem i jeszcze być z tego dumnym.)


Sprawa idzie o pewien post kobiety w ciąży, na profilu Spotted: MPK Poznań, w którym zwraca się do mieszkańców, by ustępowali miejsca ciężarnym, bo notorycznie spotyka się z obojętnością ze stronny innych w komunikacji miejskiej. Apel słuszny, problem jak najbardziej aktualny, wciąż żywy i obecny w całym kraju. No i teraz mamy dwie strony medalu - ci, którzy ustąpienia miejsca potrzebują i ci, którzy powinni ustąpić. Każda z nich dzieli się jeszcze na kolejne dwie - ci, którzy na ustąpienie czekają i ci, którzy o ustąpienie proszą, oraz ci, którzy ustępują i ci, którzy ustąpić nie chcą. Nie będę tu analizować słuszności argumentów używanych przez poszczególne strony, bo każda z nich ma po trochu rację i każda (niestety) ma prawo zachowywać się tak, jak jej się żywnie podoba. Ale ludzie! Narodzie! Co z Wami jest, do cholery, nie tak, żeby wypisywać takie rzeczy: 

"A ciężarne przechodzą wszelkie granice w roszczeniowości. Trzeba było na facecie wymusić użycie zabezpieczenia. Jeżeli martwi się o los nienarodzonego kaszojada to niech przez 9 miesięcy siedzi w pancernym bunkrze, a nie wyłazi na ulice i jeszcze ma roszczenia od społeczeństwa za to, że ona rozłożyła nogi, a jej fagas ją zalał."

Drogi samcu, jeden z drugim! Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie byłoby Cię teraz na świecie i nie mógłbyś wypisywać tych wszystkich bredni, gdyby Twoja matka ‚nie rozłożyła nóg’!? Jak w ogóle mężczyzna, syn, kiedyś mąż, przyszły ojciec, może wylewać taki jad w stosunku do ciężarnych kobiet!? Do kobiet w ogóle!? Do drugiego człowieka po prostu!? Czy Wam ten internet wyżarł mózgi już całkiem!? Czy może w Waszym domu rodzinnym poniewieranie słabszymi, ludźmi w potrzebie było na porządku dziennym? Jeśli tak, to szczerze współczuję, ale to wciąż Was nie usprawiedliwia! 

Kiedy przestrzeganie podstawowych zasad kultury przestało być oczywistą oczywistością, a stało się jakimś chorym przywilejem, o który trzeba się jeszcze prosić!? Mało tego, ci wszyscy wylewający w internecie jad, jeszcze są z tego dumni! Zbierają lajki za swoje pełne głupoty komentarze i cieszą się, jak wspaniale zabłysnęli. GRATULACJA! 

Ale żeby nie było tak jednostronnie, tak stereotypowo i krzywdząco, że to tylko wstrętni mężczyźni tacy straszni, tak bardzo pozbawieni empatii. Nie, skądże! Dla kobiet to też przecież sytuacja idealna, by pokazać jakie to one są niezależne, nowoczesne i światłe: 

"eee, idąc tym tropem ciężarne powinny być izolowane od społeczeństwa, rownie dobrze idac ulica ktos moze na Ciebie wpaść, lub sama przewrócić sie na prostej drodze... skad mozna wiedziec ze osoba akurat jest w ciąży, może to tylko kebab frytki i gofry... Nie dajmy się zwariować"

"Można jak juz a nie trzeba ;) nie róbmy juz z siebie takiej królowej, skoro podróżowanie komunikacja miejska zagraża Twojej ciąży lub dziecku to sie przesiądź na takse albo z niej kompletnie zrezygnuj."

Drogie Panie, macie racje! Jeśli miałabym taką możliwość, to i teraz, nie będąc w ciąży CHĘTNIE wyizolowałabym się od tego społeczeństwa, bo wstyd mi, że jestem jego częścią. Dla kobiety ciężarnej, staruszki, czy niepełnosprawnego z pewnością lepiej byłoby siedzieć w domu, nie musieliby konfrontować się z taką miernotą umysłową, którą muszą codziennie spotykać na ulicach. Nie musieliby się o nic prosić, ani liczyć na czyjąś łaskę i nie łaskę. Nie wzięłyście jednak pod uwagę jednej zasadniczej kwestii, że i takie osoby muszą zrobić zakupy, odbierać dzieci ze szkół, chodzić do lekarzy... A poza tym, chcieliby też NORMALNIE żyć. Dojechać na kawę z przyjaciółmi, czy pójść do kina. Sądzicie, że im się już nie należy? Że już kurna tyle w życiu zrobiły, się napatrzyły, napracowały, najeździły, że już teraz tylko łózko i kibel im wystarczy. Ach, no ale przecież są taksówki! Dobrze, że Wy wszystkie wychowane w bogatych rodzinach, za to też należy się Wam GRATULACJA! 

Ale wiecie, Drodzy Internauci, że życie przewrotne bywa? Więc i Wam może przytrafić się ciąża, jakaś szczególnie upierdliwa, możecie też złamać nogę, albo tak najnormalniej w świecie się zestarzeć. Nie wzięliście tego pod uwagę, co? A jeśli wzięliście, to pewnie myślicie, że Wy NA PEWNO nie będziecie potrzebować ustąpienia miejsca. 

To wiecie co? GÓWNO WIECIE. 

Ja Wam wcale nie będę teraz źle życzyć i grozić palcem, że "oooo jeszcze zobaczycie, jeszcze i Wy możecie być w potrzebie". 


Ja Wam po prostu współczuję. 

PS. Wciąż mam wątpliwości, czy słusznie użyłam w tym poście zwrotów grzecznościowych, pisanych wielką literą. 
Copyright © 2014 #instawcześniak i co dalej? , Blogger