Mój syn - historia lukrem nieociekająca

Nie był jednym z tych wcześniaków, którym śpieszyło się na świat. On, wręcz przeciwnie, jeszcze na pewno bardzo chętnie posiedziałby w ciemnym, ciasnym i bezpiecznym brzuszku. Gdzie miał ciszę, ciemno, spokój i pozbawiony był miliona nieprzyjemnych bodźców. Jednak, ‚źli ludzie’ wyjęli go siłą, wtedy kiedy jeszcze wcale nie był na to gotowy, ważącego 730 gramów i mierzącego 35 centymetrów. Na świat przyszedł w stanie krytycznym otrzymując w pierwszej minucie zaledwie 3 punkty w skali Apgar. Po czterech minutach zaskoczył jednak lekarzy i niespodziewanie podwoił tę punktację, a przyjmowany na oddział noworodków, w 15 minucie mógł pochwalić się już oceną na poziomie prawie 8 punktów. Zacięcia i woli walki odmówić mu nie można było już od pierwszych chwil. 

Mimo, że byłam go ciekawa, bałam się go zobaczyć pierwszy raz. Co jeśli od razu się przywiąże? Przecież wszystko się może zdarzyć. Może lepiej to pierwsze spotkanie odwlekać w nieskończoność? Jaki on jest? - pytałam męża, który szczerze odpowiadał, że idealny, bo nasz. Ale ja wiedziałam, że po wejściu na oddział neonatologiczny nie mogę spodziewać się rumianego, pulchnego noworodka. A przecież tak miało wyglądać moje dziecko po porodzie, a ja miałam go mieć przy sobie od pierwszych chwil! W rzeczywistości, po raz pierwszy zawieziono mnie do niego po 24 godzinach, na wózku, bo nie byłam w stanie jeszcze chodzić. 

Florian nie był taki, jak dzieci z okładek gazet. Był malusieńki, chudziutki, z przezroczystą skórą pokrytą lanugo, które nie zdażyło zaniknąć w życiu płodowym. Był wielkości mojej dłoni. Zamiast kolorowych ciuszków, ubrany był w miliony kabelków, a na głowie miał hełm podtrzymujący jakieś wielkie rurki doprowadzone do jego maleńkiego noska. To był CPAP, bo mimo skrajnie niskiej wagi, od samego początku oddychał sam, bez pomocy respiratora.

Wtedy nawet nie do konca rozumiałam co to znaczyło. To chyba dobrze? Nie wiem jakie są normy, nie wiem czy w ogóle istnieją jakieś normy? Skąd mam to wszystko wiedzieć? O co mam pytać? Czy powinnam pytać o cokolwiek? Czy może czekać, aż to lekarze się do mnie odezwą? A może najlepiej byłoby się odciąć, nie przywiązywać, nic nie wiedzieć? Ta taktyka wydawała mi się najlepsza na początku, szczególnie, że w drugiej dobie wszystko się posypało. 

Żółtaczka, wysokie wskaźniki infekcyjne, problem z sercem, spadająca morfologia. Było tego więcej… Wtedy pani doktor powiedziała coś, co rodzice wcześniaków powinni bardzo dobrze przyswoić, zapamiętać i powtarzać w kółko, żeby przypadkiem nie zapomnieć: 

Mam nadzieję, że w ciągu całego pobytu w szpitalu będę mogła przekazać państwu jeszcze nie raz takie złe informacje’ 

Dlaczego? Bo one będą się powtarzać, ciągle. A skoro będą, to znaczy, że nasz syn sobie z nimi radzi, żyje. 

Wtedy poradził sobie pięknie, bo już następnego dnia było wszystko dobrze. Chwilowo, bo z wcześniakiem wszystko jest chwilowe i nigdy nic nie wiadomo. 

Na jego drodze stoi masa potencjalnych powikłań, z którymi każdy rodzic wcześniaka musi się liczyć. Przez to, że nagłaśniane są w głównej mierze historie z "happy endem", można odnieść wrażenie, że wcześniak to tylko miniaturka dziecka donoszonego. W rzeczywistości jednak, kwestia wielkości jest w tym przypadku drugorzędna, bo na wcześniaka czyha wiele zagrożeń, takich jak: retinopatia, dysplazja oskrzelowo-płucna, PFO, mózgowe porażenie dziecięce, wodogłowie, wylewy domózgowe, zapalenie opon mózgowych, sepsa...   

8 komentarzy:

Copyright © 2014 #instawcześniak i co dalej? , Blogger