List do mojego syna 12.08.2017

Nie przyszedłeś na świat w sprzyjających, nam wszystkim, okolicznościach. Byłam sama, w tłumie lekarzy, podczas gdy powinien być przy mnie Twój tata. Spałam, gdy brałeś swój pierwszy oddech, a powinnam słyszeć Twój płacz. Zabrali Cię ode mnie, pozbawiając nas możliwości cieszenia się chwilą. Przez to wszystko, nie mogłam zapewnić Ci bezpieczeństwa, a musiałam pozwolić na wystawienie Cię na masę nieprzyjemnych bodźców. 

Bardzo się boję. Płaczę ze strachu, zamiast z radości. Czuję jak tracę grunt pod nogami. Moje życie właśnie się niszczy, wszystkie moje plany i marzenia umierają, nic nie jest tak jak być powinno. Złożony przez nas wózek być może nigdy nie poczuje Twojego ciepła, wybierany skrzętnie fotelik może nigdy nie dać Ci bezpieczeństwa podczas jazdy, może nigdy nie wyśpisz się w swoim pięknym łóżeczku, może całe życie, którego dla Ciebie chciałam, nigdy nie stanie się faktem. Co jeśli za chwile przyjdzie do mnie lekarz i przekaże złe informacje? Moje serce już i tak rozbite jest na miliony kawałeczków. Nie udźwignę więcej. Co jeśli okaże się, że Twoje życie to będzie ciągłe cierpienie? Czy serce matki zniesie taki widok? PRZECIEŻ TO NIE TAK MIAŁO BYĆ. Co się dzieje!? Czy to wszystko to prawda, czy tylko mi się śni? Ściska mi żołądek, łzy lecą ciurkiem, nie mogę oddychać. Każda myśl o Twojej przyszłości wywołuje we mnie panikę. Dotykam się po brzuchu, w którym już Cię nie ma i nie mogę zrozumieć, że ta kruszynka w inkubatorze to Ty. Dlaczego jesteś taki malutki? Dlaczego nie dałam Ci wszystkiego co najlepsze? Czy to przeze mnie nie urosłeś? Czy przeze mnie nie mogłeś tam dalej się rozwijać? Miliony pytań eksplodują w mojej głowie. Jestem zmęczona i czuję, że nie dam rady, że nie przeżyje następnego dnia. 

A później... później biorę Cię na ręce po raz pierwszy i już wiem, że nigdy Cię z nich nie wypuszczę. I choćbym siłę miała wydrzeć z samych najciemniejszych czeluści piekieł, to zrobię to! I będę walczyć o Ciebie jak lwica! I dam Ci wszystko, co tylko będę mogła! I zrobię dla Ciebie wszystko... 


Bo kocham Cię nad życie! I choć miłość ta rodziła się w bólach i cierpieniu, to dzięki temu jestem pewna, że przetrwa wszystko. A Ty, choćby nie wiem co, będziesz szczęśliwy. Obiecuję. 

1 komentarz:

Copyright © 2014 #instawcześniak i co dalej? , Blogger