Strach przed radością

Towarzyszy mi każdego dnia. Boję się pozwolić sobie na chwilę radości, z obawy przed tym, że już jutro wszystko może się odwrócić. Dziś coś idzie ku dobremu, waga wzrasta jak szalona, tlen jest coraz mniej potrzebny, butelka coraz częściej w użyciu. A jutro? Jutro nagle cała ta radość pryska jak bańka mydlana. A ja złoszczę się na siebie, że dałam sobie prawo do wiary w to, że już wszystko będzie dobrze. Mało tego! Czuję zawód w stosunku do tej małej istotki, bo moja roszczeniowa psychika szuka winnego. Wkurzam się na lekarzy i położne, bo może to trochę ich wina, bo może za wcześnie awansowali Floriana na kolejne etapy. A później zatrzymuję się na chwilę, dopuszczam do głosu moje racjonalne myślenie i jedyne do czego dochodzę to fakt, że w tej całej chorej sytuacji nie ma wcale miejsca na racjonalność. Tu wszystko toczy się własnym rytmem, nie ma żadnej prawidłowości, na nic nie można liczyć, ani niczego być pewnym. W takiej sytuacji nie trudno o utratę zmysłów. Nagle uświadamiasz sobie, że te wszystkie gadki o tym, że jesteś kowalem własnego losu, że jeśli czegoś bardzo chcesz, to możesz, to jest jedna wielka ściema. Życie przecież jeszcze nie raz zaśmieje Ci się twarz, udowadniając Ci, że gówno możesz i tak naprawdę to nad niczym ważnym nie masz kontroli. A wtedy cały Twój obraz świata i Twojej przyszłości idzie się pierdzielić, tracisz poczucie stabilizacji i naprawdę trudno jest z powrotem wrócić na odpowiednie tory. Żeby do reszty nie zwariować, Twoja psychika ucieka w wyszukane mechanizmy obronne, które przeważnie sprowadzają się do tego, by nie odczuwać i nie myśleć, tylko robić swoje, jak mały robocik. A kiedy musisz coś czuć, bo naprawdę wszystko idzie ku dobremu, to bezpieczniej jest myśleć o tym, co może pójść nie tak, nastawić się mimo wszystko, na ten najgorszy scenariusz, bo wtedy w tej całej gonitwie negatywnych uczuć, przynajmniej zawód nie będzie Ci towarzyszył. Nie masz oczekiwań, więc żadna informacja nie jest dla Ciebie bolesna - krótka piłka. 


Dlatego później, jeśli pewnego dnia wybuchasz, można by sądzić, bez powodu, to tak naprawdę powodów jest cała masa, skumulowanych przez ostatnie tygodnie, tylko skrzętne ukrywanych. Psychika w gruncie rzeczy odwala dla nas kawał dobrej roboty. Mimo, że zabiera nam codzienną radość, naprawdę można być jej wdzięcznym. Bo gdyby nie jej skomplikowane mechanizmy, być może dużo trudniej przyszłoby się nam z tym wszystkim uporać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 #instawcześniak i co dalej? , Blogger