Tata Floriana

Odkąd urodziłam Floriana, cały świat zaczął się kręcić wokół niego i mnie. Wszyscy pytali jak się czujemy, jak sobie radzimy. Podziwiali mnie za siłę, odwagę, determinację. W kółko słyszało się tylko o dzielnym Małym Wojowniku i jego wspaniałej mamie. Każdy trzymał kciuki za nas - za mnie i Floriana. Życzono nam siły i pogody ducha. To wszystko było i jest wspaniałe i codziennie dodaje mi skrzydeł i każe wierzyć w to, że być może naprawdę jeszcze będzie dobrze. Ale... gdzie w tym wszystkim jest Tata Floriana? Dlaczego wszyscy o nim zapomnieli? Dlaczego jemu nikt niczego nie życzył, ani nie podziwiał? Teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, to uświadamiam sobie, że tak naprawdę to on odwalił kawał dobrej roboty i bez niego, to nic nie byłoby takie samo. 

Pierwszą osobą, dzięki której nie rozpadłam się na miliony kawałeczków był właśnie On. Powtarzał mi w kółko, że tyle razem przeżyliśmy, przetrwaliśmy największe burze, więc i z tym sobie poradzimy, bo jesteśmy razem. Uświadamiał mi, że nigdy nie będę sama, że przejdziemy przez to całe gówno trzymając się za ręce. Wyobraźcie sobie, że jemu też zawalił się świat, on też cholernie bał się przyszłości, a mimo wszystko, znalazł w sobie tyle siły, by jeszcze podzielić się nią ze mną. Ani na chwile nie mógł usiąść, schować twarzy w dłonie i zapłakać, bo wiedział, że to by mnie zniszczyło, a czuł się w obowiązku, by mnie wspierać za wszelką cenę. Był i jest cholernie dzielny! Dzielniejszy niż ja, uwierzcie mi. Gdyby nie On, dużo trudniej byłoby mi się uporać z tą całą sytuacją. Codziennie widziałam w nim tę pewność, że wszystko jeszcze będzie dobrze i jeszcze będziemy szczęśliwi. Wiedziałam, że nawet jeśli cały świat się zawali, to mam jedną pewność w życiu - Jego. 

Wiecie, nie każdy ma tyle szczęścia, żeby móc takie trudne sytuacje w życiu przechodzić we dwójkę. Nawet na szpitalnym oddziale cześciej widzimy rodziców osobno, niż razem. Nie wnikam w to, z jakiego powodu, ale współczuję im. Bo sama doceniam każdą chwilę, którą we trójkę razem spędzamy. Uwielbiam nawet nasze codzienne trasy do szpitala, bo jest to czas, który w pełni możemy dla siebie poświecić. Cieszę się, że mam takiego męża i jeszcze bardziej cieszę się, że mam takiego syna, który siłę i determinację odziedziczył, z pewnością nie po mnie, a właśnie po nim. 

W przyszłym roku stuknie nam 10 lat razem i naprawdę nie mam pojęcia, jak ja mogłam kiedykolwiek żyć bez niego. 


1 komentarz:

Copyright © 2014 #instawcześniak i co dalej? , Blogger